Dasz wiarę? Trzy razy kompletnie ignorowałam to, czego doświadczałam. To tak, jakbym w restauracji dostała zepsutą rybę na talerzu, zjadła ją, pochorowała się i następnego dnia znowu ją zamówiła. I tak trzy razy.
Gdzie tu logika, gdzie wyciąganie wniosków?
No dobra, na początku byłam trochę zbyt leniwa, żeby zauważyć, w czym leży problem. Wydawało mi się, że to zwykłe zniechęcenie, a w najgorszym wypadku słabszy życiowy moment.
Przeszło mi po kilku miesiącach średniego samopoczucia. Wtedy też pomyślałam o uaktualnieniu życiorysu i nawet kilka razy rzuciłam okiem na oferty pracy. Ten słomiany zapał zgasł dość szybko.
Przyszła druga fala i znowu wzięła mnie z zaskoczenia. Nagle wszystko stało się tak frustrujące, że z trudnością zachowywałam niewzruszoną twarz. Siliłam się na uprzejmość, a w środku kipiałam i skakała mi pokrywka, kiedy zlecano mi kolejne zadanie. Tym razem miałam już przygotowany życiorys. Problem jednak polegał na tym, że nie wiedziałam, co chcę dalej zrobić z moim życiem zawodowym. Myślenie na prędce nie było owocne, jakoś fantastyczne pomysły nie przychodziły same z siebie. Co zostawało? Szukanie tej samej roli w innej firmie. Ale to też nie było dla mnie sexy. W końcu oznaczało to, że robię to, czego w sumie robić nie chciałam, dla nowych ludzi, w nowej rzeczywistości i to na okresie próbnym. I gdzie tu zmiana na plus? A jednak podjęłam to ryzyko. Wyniki okazały się dokładnie takie, jakie było moje nastawienie, czyli marne. Zrezygnowanie sięgnęło zenitu. Skutecznie wytłumaczyłam sobie, że skoro tak jest, to nie warto podejmować prób i na siłę zmieniać czegoś, co może super fajne nie jest, ale przynajmniej jest w miarę stabilne i bezpieczne. Flaga numer dwa załopotała i zwinęła się po prawie roku powiewania na wietrze zmian.
Czy czekałam na trzeci sygnał otaczającej mnie rzeczywistości? Oczywiście, że nie! Wszystko przyszło samo. Chyba nic w życiu nie przychodziło mi z taką łatwością.
Zaczęła ogarniać mnie desperacja. Musiałam, no musiałam zmienić pracę. Obojętne mi już było na jaką. Niestety ta desperacja była już bardzo oczywista i potencjalni pracodawcy chyba świetnie ją dostrzegali. Nie byłam najgorszym kandydatem, ale zdecydowanie nie najlepszym z możliwych. Ilości odbytych rozmów i brak odpowiedzi zmuszały tylko do jednego - siedź tam, gdzie jesteś i trzymaj głowę nisko, a może nie zauważą, jak niekompetentną oszustką jesteś.
Potem już poszło łatwo… Demotywacja, ospałość, problemy z pamięcią, niepewność czy zrobiłam to, co miałam zrobić, czy tylko mi się wydawało. Porównywanie się z innymi nie było dobre, bo widziałam jedynie swoje braki i niedociągnięcia. Efekt - stałam się wręcz wymarzonym obiektem mobbingu.
Część tego, co doświadczyłam, miałam na własne życzenie. Do tego łańcuszka wydarzeń dodałam kilka ogniw od siebie, poprzez brak działań lub działania niezgodne ze mną.
A teraz… jestem wdzięczna, że dostałam tego rodzaju lekcję. Nie doceniłam jej od razu, dopiero z biegiem czasu przyszło to magiczne „tadam”. Nigdy w życiu nie chciałbym znaleźć się tamtym czasie jeszcze raz i przechodzić przez te doznania jeszcze raz. Wiem jedno - to że tego doświadczyłam, pozwoliło mi, a raczej zmusiło mnie do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i wybory. Przetrwałam. Dogrzebałam się do pierwotnych przyczyn moich niedostatków. Nauczam się wiele o sobie. Nadal się uczę. Jakość jest zupełnie inna.
Czujesz coś w tym rodzaju?
Jeśli masz podobnie i chcesz odzyskać władzę nad swoim życiem, pomogę Ci osiągnąć to dzięki hipnozie.
Nie czekaj, aż Twoje życie zmieni się samo.
Samo nie zmieni się nic, ale bezpłatna konsultacja pomoże Ci w dokonaniu pierwszego kroku do zmiany.
Widzimy się 🙂
Magda Wojcieszuk
© Magda Wojcieszuk | Polityka prywatności | Regulamin