Kilka pierwszych razy to była świetna rozrywka, totalny relaks i odmóżdżenie. Dobry czas!
Ostatnio, kiedy znowu włączyłam film, patrzyłam jakby przez inną soczewkę. I nie dlatego, że nagle odkryłam ukryte przesłanie i doznałam oświecenia. Patrzyłam inaczej, bo droga rozwoju, którą idę od jakiegoś czasu, pozwoliła mi zrozumieć, jak bardzo byłam podpięta do „systemu”.
Wszyscy w nim funkcjonujemy. Jesteśmy systemem naczyń połączonych, gdzie z jednego się przelewa w drugie. Czasami przelewa się miłość, radość, pewność siebie, a czasami gorycz, pogardę, lęk i poczucie braku.
Część moich doświadczeń jest konsekwencją moich wyborów. Na inne niestety wpływu nie miałam, radziłam sobie zatem budując bariery i schematy oparte głównie na poczuciu braku czegoś i niewystarczalności.
Sprawa była jasna, albo tak, albo tak. Raz-dwa i po robocie, albo widzisz prawdę, albo nie. Zasłona moich oczu opadała jakby wolniej. Myślę, że nadal opada 🙂, w końcu rozwijając się, przesuwam swoje granice i mam coraz bardziej ambitne plany lub cele. Nigdy już nie wrócę do miejsca, w którym byłam 5, 3, a nawet rok temu. Mój sufit podnosi się w miarę mojego wzrostu. Teraz jest lepiej. Łatwiej i szybciej dostosowuję się do zmian. Łatwiej i szybciej je akceptuję. Co więcej, zrozumiałam, jak działa część ograniczających mnie schematów, a to daje mi możliwość korekty kursu, dokonania innych wyborów niż wcześniej, bycia bardziej tym, kim chcę być.
Oczywiście, mogę czarować i mówić, że zmiana przyszła mi z łatwością. No.. nie przyszła. Dostałam narzędzia do pracy nad sobą, z których najpierw musiałam nauczyć się korzystać. Później, wymagało to ode mnie konsekwencji i wyrobienia pewnych nawyków. Niekiedy było dość niekomfortowo, ale co mnie trzymało przy obranym kursie? Świadomość skąd się bierze mój dyskomfort i że jest on zbudowany na podstawie doświadczeń, którym nadałam w pewnym momencie mojego życia nieodpowiednie znaczenie.
Trzymałam się tych znaczeń, bo nie miałam innej perspektywy. Te znaczenia mnie odżywiały, dokładnie tak jakbym miała podpiętą kroplówkę i ograniczały jednocześnie. Jakbym leżała w tym kokonie, w galaretowatym płynie z rurkami podłączonymi do mojego ciała. Tu dostaniesz trochę niepewności, a tędy damy Ci trochę lęku przed oceną, a ta rurka dostarczy Ci obowiązek bycia dobrą i posłuszną dziewczynką.
Odłączenie rurek może trochę potrwać i u mnie trochę potrwało. Ale cieszę się, że zrobiłam pierwszy krok, że pojęłam kolejną próbę. Teraz mam czas, ochotę i energię na to rozwijać się dalej. Jeśli znajdę inne rurki łączące mnie nadal z moim Matrixem, to już wiem, jak się nim zająć. Przestało mnie to przerażać.
Najważniejszy jest fakt, że teraz to ja kontroluje warunki pokoju zawartego między moim światem a światem maszyn i „systemu”.
Hej dziewczyno/chłopaku!
Czy jesteś w Matrixie?
Czy ktoś już proponował Ci czerwoną pigułkę prawdy?
A może wolisz niebieską zapomnienia?
Wybór należy do Ciebie.
Nie wiesz, czego się spodziewać? Bezpłatna konsultacja odpowie na Twoje pytania i pomorze Ci w podjęciu ostatecznej decyzji - czerwona czy niebieska.
Do zobaczenia
Magda Wojcieszuk
© Magda Wojcieszuk | Polityka prywatności | Regulamin